„Na obchody 10-lecia modlitw ku czci św. Rity w Kazimierzy Wielkiej przybył abp Adrian Galbas SAC, metropolita warszawski. Podczas uroczystości przewodniczył Mszy Świętej, skierował Słowo Boże do wiernych oraz dokonał poświęcenia odrestaurowanych bocznych ołtarzy i róż św. Rity.”
Ekspertka od kolców, czyli kochać mimo niekochania
(Homilia wygłoszona podczas odpustu ku czci św. Rity, 22 maja 2026 roku)
(Fragmenty…)
Tu i teraz, w Kazimierzy, spoglądamy na jeszcze jedną kobietę. Małgorzata, czyli Margherita, czyli po prostu Rita. Czemu ona jest dla nas ważna? Rita! Włoszka z Umbrii, żyjąca sześć wieków temu. Czemu jest dla nas ważna? Co nas z nią łączy? Czemu Ją czcimy mając tylu polskich świętych? Do czego jej potrzebujemy?
Bo jest od spraw trudnych, niemożliwych i beznadziejnych!? No dobrze, ale czemu od nich jest? Bo kochała Chrystusa, jednoczyła się z Nim, upodabniała do Niego? No dobrze, ale to robili też inni święci!
My ją, Bracia i Siostry, dlatego czcimy, ponieważ ona bardzo kochała Chrystusa i tych, których Chrystus postawił na drodze jej życia, chociaż ludzie, w tym jej bliscy dali jej bardzo mało miłości, żeby nie powiedzieć, że nie dali jej wcale. Kochała, choć nie była kochana!
Zwykle jest tak, że gdy nie doświadczamy miłości ze strony drugiego człowieka, wówczas nasze serce staje się twarde jak orzech, a nasze słowa suche jak pieprz. Jesteśmy (nawet bezwiednie) dla innych coraz bardziej okrutni, agresywni i źli, mszcząc się za nasze niekochanie. To nas też bardzo oddala od Boga. Trudno nam wtedy uwierzyć w to, że Bóg jest Miłością i że kocha. Wielu ludzi, właśnie z powodu takich doświadczeń trwale odeszło do Boga. Pokazało Mu „gest Kozakiewicza”, odwróciło się od Niego, mówiąc, że z takim Bogiem nie chcą mieć nic do czynienia. Niczym bohater Dostojewskiego „zwracają Bogu bilet”, z krótkim „adieu” na odchodne. Nie należy ich potępiać, osądzać. Przeciwnie: trzeba zrozumieć i omadlać!
A Rita przeciwnie, mimo niekochania przez innych, coraz bardziej do Boga się zbliżała. Jak w tej pieśni kościelnej: „być bliżej Ciebie chcę o Panie mój…”. Jak tę słynną uschłą winorośl na klasztornym dziedzińcu, którą dzielnie podlewała na polecenie przełożonej, aż uschły badyl wypuścił listki i młode pędy, tak Rita z cierpliwością kochała tych, którzy jej nie kochali, mając pewność, że także w ich życiu jej miłość wyda kiedyś owoc.
Św. Jan Paweł II nazwał Ritę ekspertką od cierpienia. Jest też ekspertką od miłości. I na cierpieniu i na miłości zna się jak mało kto!
Bracia i Siostry,
z odwagą więc powierzmy dziś św. Ricie kolce w róży naszego życia. To, co nas boli i co nas uwiera. Te wszystkie nasze sytuacje, relacje i stany, w których nie jesteśmy kochani, w których jesteśmy przez innych traktowani instrumentalnie, jak rzeczy, jak przeszkody, albo jak nic. Te wszystkie sytuacje, stany i relacje, w których inni dają nam (nawet bezgłośnie) do zrozumienia, że byłoby lepiej, gdyby nas nie było!
Może twoim kolcem jest twoja matka. Nieznośnie nadopiekuńcza, która próbuje sterować twoim życiem. Chociaż masz osiemnaście, traktuje cię jakbyś miał osiem! Za ciebie wybiera, za ciebie decyduje. Ona wie lepiej, w co masz się ubrać, jaką masz wybrać szkołę, jakie studia, jaki zawód, jaką dziewczynę.
A może tym kolcem jest twoja teściowa, która bezczelnie i bezprawnie wcina się w wasze małżeństwo. Jest zazdrosna. Próbuje wleźć między ciebie, a twojego męża. Zawsze mówi. I zawsze mówi, że ma rację. A ty się ciesz, że takiego spotkałaś, którego ONA wychowała, i który przede wszystkim jest JEJ! Rita Cię zrozumie. Ona chciała iść do klasztoru, ale rodzice na to nie pozwolili. Zdecydowali za nią, że wyjdzie za mąż i za którego męża.
A może twoim kolcem jest twój mąż, który zachowuje się jak cham. Który nie mówi, tylko rozkazuje, wrzeszcząc, który cię gwałci. Na różne sposoby. Który się z tobą nie liczy, do którego zawsze i we wszystkim musi należeć pierwsze i ostatnie zdanie. Rita Cię rozumie, bo Jej Paolo di Ferdinando wzorem męża bynajmniej nie był. Biografowie Świętej, którzy starają się być delikatni, nie napiszą o nim, że był po prostu łajdakiem piszą więc eufemistycznie, że „był człowiekiem bardzo trudnym” oraz, że „miał złe usposobienie”. Dzisiaj to, co przeżywała Rita nazwalibyśmy przemocą domową. A ona wytrzymała z nim 18 lat. Aż do jego śmierci, gdy został zamordowany w lesie, przez bandytów takich jak on.
A może tym kolcem są twoje dzieci, dla których jesteś starą, uregilijnioną dewotką, albo na niczym się nie znającym fajltłapą. Śmieją się z was, z waszych zasad, z pobożności, z wiary, bo oni już dano pomachali Panu Bogu. Rita was rozumie, bo tylko ona jedna wie ile się namodliła by Giangiacomo i Paola Marię, by nie skończyli jak tatuś i wolała, by umarli, niż mieli żyć w grzechu.
Rozumie was też wtedy, gdy pochowaliście swoje dzieci. Przed czasem. Gdy w waszym życiu zdarzyła się nie ta kolejność. Na opak. Że to nie dzieci za trumną rodziców, tylko rodzice za trumną dziecka. Rita też szła za trumną Gianciaobba i Paola Marii.
A może kolcem jest twój szef, albo przełożony w zakonie, który umie jedynie wymagać, żądać, chcieć. I to natychmiast! Który nie zna słowa proszę, dziękuję. I który by tylko sprawdzał, kontrolował i traktował cię jak zaimek. Do ciebie mówi „ty”, a o tobie: „ona” (albo on)! I gdyby go zapytać jak masz na imię, to by musiał chwilę się zastanowić. Rita Cię zrozumie, bo ona miała taką przełożoną. Właśnie tę, która kazała jej podlewać suchy badyl w klasztornym ogrodzie. Czemu miłą to robić? Bo tak!
A może tym kolcem jest to paskudne i męczące poczucie, że twoje życie jest bezużyteczne, do bólu monotonne…Dzień jak dzień, tydzień jak tydzień, miesiąc jak miesiąc, rok, jak rok, życia jak życie. Praca, dom, praca, dom, praca, praca, praca, dom. Wszystko to samo, takie samo i tak samo. Od lat. Niezmiennie. Monotonnie. Nudno. Rita cię rozumie, bo ona tak przeżyła 50 zakonnych lat. W klasztorze, do którego wstąpiła będąc trzydziestokilkuletnią wdową…
A może tym kolcem jest jakaś słabość, jakaś twoja smutna tajemnica, która sprawia, że się zamykasz, uciekasz, izolujesz od świata, że się wstydzisz. Czujesz się jak smród! Rita cię rozumie, bo gdy cierń w jej głowie zaczął nieznośnie śmierdzieć, została przeniesiona do oddzielnej i odizolowanej celi, by nie zadręczać tym smrodem pozostałych sióstr…
A może tym kolcem jest to smutne przekonanie, że twoje modlitwy są niewysłuchiwane, że wiara nadaremna. Bezcelowa. Modlisz się, za kogoś, a tu nic. Prosisz, a tu nic. Za syna, by nie pił – pije. Za dzieci by wróciły do Kościoła – nie wracają. Za męża by zechciał – nie chce! Rita cię rozumie, bo ona większość owoców swej modlitwy zobaczyła, gdy była już po drugiej stronie wieczności.
A może tym kolcem jest jakieś choróbsko. Na przykład to na trzy litery, które zjada w tempie szybszym niż mknie Pendolino… Był chłop jak dąb – jest chrust. Była kobieta jak ta lala – jest kukła. Rita Cię rozumie, bo ona tak się męczyła przez cztery ostatnie lata swego życia…
A może ten kolec to po prostu twoje życie, które jest takie niefajne. Rita Cię rozumie, bo jej życie było dużo bardziej niefajne!
A może masz tych kolców cała kolekcję. Takie niechciane hobby: kolekcja kolców! Rita Cię rozumie. Jej kolekcja była większa.
Bracia i Siostry,
wypowiedzmy dzisiaj wobec Chrystusa wszystko to, co nas dręczy, Wypowiedzmy to szczerze, w sercu, ale szczerze. Połóżmy na tym ołtarzu wszystkie nasze sprawy trudne, beznadziejne, nierozwiązane, skomplikowane. Wszystkie te kolce!
Ale też może być i tak, że to ja jestem dla kogoś kolcem: tą matką, teściową, mężem, dzieckiem, szefem… Może taka świadomość jest jeszcze bardziej przygnębiająca. Niech Rita ekspertka od cierpienia, od tego wszystkiego, co trudne, niech zaniesie to, co trudne do Chrystusa, który jest Sensem. Właśnie stąd i teraz. Ona tak bardzo jednoczyła się z Chrystusem, że otrzymała bolesny stygmat na czole. Tu i teraz przeżywamy misterium Męki Pana. Godzinę Jego miłości. Tu pulsuje Jego życie i my żyć będziemy, gdy będziemy się z Nim jednoczyć. Już tu na ziemi żyć będziemy całą pełnią życia, a kiedyś ogarnie nas wieczne życie.
I prośmy Chrystusa Pana w czasie tej mszy świętej przede wszystkim o miłość. Byśmy umieli kochać pomimo wszystko i wbrew wszystkiemu. Prośmy byśmy nie znienawidzili tych, którzy nas nie kochają. Byśmy nie stracili nadziei. Nie ma zgody na krzywdę. To oczywiste! Przed krzywdą trzeba się bronić. Nie wolno nam drugiego krzywdzić i nikomu nie wolno pozwolić by nas krzywdził. Ale jednocześnie nie wolno nam znienawidzić, tych, którzy nas krzywdzą. Bo to by się obróciło przeciwko nam.
Jest w Katechizmie Kościoła Katolickiego jeden punkt, który muszę wam przeczytać (2840): „Powinno wzbudzać w nas przerażenie to, że strumień miłosierdzia nie może przeniknąć do naszego serca tak długo, jak długo nie przebaczyliśmy naszym winowajcom. Miłość, podobnie jak Ciało Chrystusa, jest niepodzielna: nie możemy miłować Boga, którego nie widzimy, jeśli nie miłujemy brata i siostry, których widzimy. Gdy odmawiamy przebaczenia naszym braciom i siostrom, nasze serce zamyka się, a jego zatwardziałość sprawia, że staje się ono niedostępne dla miłosiernej miłości Ojca…” (KKK,2840).
Czy jest coś, co może zablokować wypływ Bożego miłosierdzia z Serca Chrystusa? Nie ma. Czy jest coś, co może zablokować dostęp Bożego miłosierdzia do naszego serca? Jest! Nienawiść i nieprzebaczenie. Prośmy więc Pana, przez wstawiennictwo Tej, która przebaczyła i kochała o tę samą łaskę. To będzie największe uzdrowienie, jakiego dziś doznamy. I największy cud!
Oby się zdarzył.
